Są różne rodzaje sztuk pięknych. Jedna z nich powstała około 80. 000 lat temu. W historii Ziemi jest to okres zwany plejstocenem. To muzyka. Istnieje wiele hipotez na temat początków muzyki. Niektórzy naukowcy twierdzą, że być może nasi praojcowie tworzyli muzykę przez naśladowanie natury. Człowiek słysząc głosy zwierząt, a przede wszystkim śpiew ptaków, sam nauczył się śpiewać. Już krótka melodia utworzona z kilku różnie brzmiących dźwięków staje się muzyką. Muzyka jako sztuka rozwijała się w Egipcie, Babilonii, Chinach, Grecji. Powszechnie uznaje się, że starożytna Grecja stworzyła najdoskonalszą kulturę. W państwie tym muzyka stanowiła podstawę wychowanie młodzieży. Muzyka towarzyszyła już pierwszym chrześcijanom. Śpiewano podczas potajemnych zgromadzeń i w rodzinnym gronie. Niestety niewiele wiemy o tej najstarszej muzyce liturgicznej. Znaczenie śpiewu kościelnego wzrosło, gdy kościół wprowadził go jako integralną część liturgii katolickiej. Początki muzyki świeckiej skryte są w mrokach dziejów. Wiadomo, że powstała wtedy muzyka dworska, miejska, ludowa, rycerska i myśliwska. W czasie turniejów rycerskich do walki zagrzewali miejscy lub dworscy grajkowie. Muzyka myśliwska powstała zaś w celu uświetnienia polowań, które były ważnym wydarzeniem towarzyskim w życiu dworu. Potem była muzyka renesans, muzyka baroku, klasycyzm, romantyzm, modernizm i wreszcie muzyka współczesna. Wiek XX przyniósł w tej dziedzinie wiele nowości. Muzyka współczesna podlega ciągłej ewolucji. Wpływ na nią ma wkraczająca w strefę muzyki elektronika. Dzisiaj na topie jest tak Zana muzyka popularna – prosta łatwa i przyjemna. To znaczy mniej wyrafinowana, komercyjna i nastawiona na rozrywkę. Dzisiaj muzyka jest przesiąknięta pieniądzem. Teraz gra się po to, aby mieć pieniądze nie dla przyjemności.
Wiosna, lato to pory roku podczas, których najczęściej odbywają się śluby i wesela. Jest wtedy ciepło, piękna pogoda. Wszędzie pełno kwiatów. Kobiety zakładają krótkie, zwiewne sukienki, a mężczyźni szybko pozbywają się niewygodnych marynarek i kamizelek. W tym roku i ja miałam przyjemność pójścia na wesele. Zostałam zaproszona przez siostrę mojej przyjaciółki Jagodę. Cieszę się, że wyszła za mąż za Grzesia. Tydzień przed weselem odbył się wieczór panieński. Poszłyśmy z dziewczynami na piwo i pizzę. Świetnie się bawiłyśmy. Niestety nasz lokal został zamknięty już o godzinie dwudziestej drugiej. Według mnie to zdecydowanie za wcześnie. Nie chciałyśmy wracać do domu. Wpakowałyśmy się do samochodu o wprosiłyśmy się na wieczór kawalerski. Troszkę byli zaskoczeni, ale i tal było miło. Co do ślubu była to piękna uroczystość. Panna młoda wyglądała cudownie. Miała taką śliczną, skromną sukienkę. Pan młody również pięknie się prezentował. Impreza weselna była super. Świetnie się bawiliśmy przy muzyce, która zaprezentował nam zespół. nie była to tylko muzyka biesiadna, ale także muzyka rockowa. Uwielbiam rock dlatego bardzo mi się podobało. Dużo tańczyliśmy. Gdyby nie kilkuminutowe przerwy przetańczylibyśmy cale wesele. Jedzenie także było bardzo dobre. Wszystko mi smakowało. Niestety nie wszystko byłam w stanie pomieścić. Oczywiście wesele nie trwało tylko jednego dnia. Następnego dnia były poprawiny. Byliśmy zmęczeni, ale i tak nie brakowało nam sił do zabawy. Trzeba było korzystać jak się trafiło wesele. A tak po za tym to poznałam na nim naprawdę wspaniałych ludzi. W końcu wesele to świetna okazja, aby kogoś nowego i ciekawego zapoznać. A było w czym wybierać. Ludzie wszyscy byli bardzo uprzejmi i weseli. Na drugi dzień do domu wróciłam koło godziny 22.
Pamiętasz? To jedno z wielu najczęściej stawianych nam i przez nas pytań. Oczywiście, że pamiętasz. Najchętniej miłosny zawrót głowy, imiona, czyjeś nazwisko, słowa. Pamiętasz szczęście dnia codziennego, ale potem i list, który nigdy nie został wysłany i drzwi, których nie chciał już otworzyć. Pamiętasz? Oczywiście. I jeszcze ten pocałunek w deszczu na jednym z postojów taksówek i to pierwsze spojrzenie w oczy. I tę muzykę (muzyka do dzisiaj brzmi w twoich uszach). Pamiętasz? Czy to w ogóle możliwe abyś pamiętał? Pamiętasz? Jeśli tak to będziesz miał co wspominać. Pamiętasz jak śpiewałeś „Bo to się zwykle tak zaczyna”… „w końcu ją rzucasz, zapominasz”. A ta muzyka ciągle brzmi. Pamiętasz? Tak pamiętam bo jestem dzięki temu co było szczęśliwy. Oczywiście, że pamiętam, bo była, wtedy bardzo nieszczęśliwa. Pamiętamy to co było dobre. Ale jeszcze dłużej pamiętamy to co było złe. A mówią, że czas goi rany. Ale jak powiedział ktoś mądry przez życie doświadczony, są lata pytań i lata odpowiedzi. Pamiętasz? A może nie warto pamiętać. Może lepiej żyć dniem dzisiejszym. Ale z kolei – dawnych wspomnień czar. Podobno nie ma nic gorszego od zapomnienia. Czasownik „pamiętasz” pasuje do wszystkiego. Pasuje do czasów szkolnych. Pasuje do szkoły średniej, pasuje do studiów. Czasownik „pamiętasz” jak mało, który pasuje do miłości. Pierwsza miłość, kolejna miłość, ostatnia miłość. Kiedy więc zaczynamy kolekcjonować uczuciowe czy tez romansowe wspomnienia, nie zapominajmy, że i my sami zostaniemy poddani podobnej klasyfikacji na ważne i nie ważne uczucia. Miała być n zawsze, a była tylko na chwilę. A może zanucimy kiedyś „wiem pamiętam ty lubiłeś poziomki”. Słowo „pamiętasz” jest potrzebne w życiu, bo cóż nam pozostaje gdy ktoś na zawsze odchodzi, tylko wspomnienia i nic więcej.
Pięćdziesiąt kilka lat na estradzie. Pamiętamy ją jak śpiewała „Ej przeleciał ptaszek”. Śpiewała tą piosenkę jako debiutantka zespołu „Mazowsze”. Potem zaczęła karierę solową i nagrała kilkadziesiąt płyt. Wylansowała kilkaset przebojów. Słuchacze uznali, że jest „pierwszą damą polskiej piosenki”, polskiej muzyki. Już kiedy zaczynała mówić, każde jej słowo jest jak muzyka, jest jak melodia. Każde zdanie jest jak piosenka. To Irena Santor. Pamięta jak pierwszy raz przyjechała do Karolina, gdzie była siedziba Mazowsza (1953 r). szła przez miasto i patrzyła na ludzi, którzy chodzili ulicami, a właściwie nie chodzili bo po pokrytym gruzem ulicach nie dało się chodzić. Przeskakiwali z jednej kupki gruzu na drugą. Stwierdziła wtedy, ze właśnie tak powinno się żyć. Nie iść przez życie tylko przeskakiwać. Gdy pani Irena była dzieckiem tak jak muzykę lubiła słodycze. Aż tak bardzo, że po to, aby je zdobyć śpiewała w cukierni. Mama bardzo się za nią wstydziła, ale ona sama się do tego pchała. Stawiali ją wysoko na ladzie i za piosenki dawali cukierki i lizaki. Miała wtedy sześć, no może siedem lat. Dzisiaj pani Irena Santor ma apatyt na życie, apatyt na śpiewanie. Wydaje nowe płyty, które tak samo jak stare zachwycają. Nie ma tego, że jej się nie chce, że jest za stara. Nagrywa i już. Przy okazji znajduje nowe brzmienia dla siebie, nowy repertuar. To fascynujące nowe doświadczenie. Pani Irena Santor chciałaby ubarwiać życie, póki się da, ubarwiać je piosenką, ubarwiać je muzyką. Chciałaby żyć długo, jak najdłużej, bo jest życia ciekawa. Przemijanie ją nie martwi. Dużo myśli o pięknie starości o odkryła, że oczy mogą być pomarszczone i niemalowane, bo to nie jest ważne. Póki są radosne, póki coś się w nich tli, to człowiek jest młody. Najważniejsze, że jest jakieś piękno w środku. I, że jest muzyka.
Wielu ludziom wydaje się, że różne konkursy telewizyjne czy radiowe to jedna wielka lipa. Cały czas się przecież słyszy, że ktoś wygrał albo samochód, albo jakąś niezwykle dużą ilość pieniędzy. Ale jakoś gdy nie wygrywają ci których się zna. Zawsze są to obcy ludzie. Więc z tego powodu wielu uważa, że nie warto grać. I szczerze mówiąc to ja również tak myślałem. Nie brałem udziału w konkursach bo byłem pewny, że nic nie wygram. Ale w końcu pewnego dnia postanowiłem zagrać o duże pieniądze. Otóż jadąc samochodem słuchałem w radiu muzyki. Jednak na chwilę muzyka się skończyła, a usłyszałem głos informujący o ostatnim dniu konkursu, w którym można wygrać aż sto tysięcy złotych. Wystarczyło wysłać tylko jednego smsa. I po chwili muzyka znów się pojawił. W tamtym momencie poczułem jakiś impuls. Pomyślałem, że warto wysłać tego smsa. Przecież straciłbym tylko parę złotych, a miałbym okazję wygrać sto tysięcy. I jak pomyślałem tak zrobiłem. I nagle zacząłem marzyć co zrobiłbym z tak dużą sumą pieniędzy. Już w myślach widziałem ogromny przepiękny dom z ogródkiem i balkonem. Obok domu stał całkiem nowy sportowy samochód, a ja razem z rodziną jechałem na kilkudniowe wakacje do ciepłych krajów. Zupełnie odpłynąłem od rzeczywistości, ale wróciłem do niej błyskawicznie, gdy usłyszałem dźwięk mojego telefonu komórkowego. Dzwonił do mnie jakiś nieznajomy numer. Gdy odebrałem odezwał się głos faceta z radia. Wtedy po prostu zgłupiałem. Zacząłem się jąkać i nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. Mężczyzna z radia wytłumaczył mi zasady gry. Miałem wybrać liczbę od jeden do trzy. Pod którąś z liczb znajdowało się sto tysięcy, a pod dwoma pozostałymi jakieś nagrody pocieszenia. Wydukałem więc jakoś liczbę jeden i po chwili oczekiwania usłyszałem głośny gong i informację, że zdobyłem główną nagrodę czyli sto tysięcy złotych. Po prostu szalałem ze szczęścia. Krzyczałem do telefonu z radości. Gdy się rozłączyłem nie mogłem dojść do siebie. Zrozumiałem, że moje marzenia o samochodzie, domu i wakacjach już nie były takie nierealne. Byłem bogaty. I aż nie mogłam się doczekać by powiedzieć o tym rodzinie. W końcu szczęście mi dopisało. W krótkiej chwili stałem się bogaty.